W dniu śmierci Jana Pawła II Stowarzyszenie, które mam przyjemność prowadzić, obchodziło XIX rocznicę swego powstania. Zaplanowana wcześniej uroczystość, której już nie można było odwołać, składać się miała z Mszy św. części oficjalnej i zabawy. Wszyscy uczestnicy (około 300 osób) zdawali sobie sprawę z powagi sytuacji. Msza św. została odprawiona zgodnie z planem, a modlitwa odprawiona również za Ojca Świętego. Później odbyła się część oficjalna trochę okrojona, no a później miała nastąpić całonocna zabawa. Zarząd jednak podjął decyzję, by zrezygnować z hucznej zabawy i zaproponował, by kto chce, mógł zostać z nami tak długo jak sam to widzi. Scena została otwarta dla wszystkich chętnych byle bez przesadnego hałasu. O 21.15 zostałem poproszony o zagranie i zaśpiewanie kilku piosenek. Dokładnie o 21.37 byłem w połowie piosenki grupy Kociołek "Kiedy góral umiera". Piosenki, która moim zdaniem była napisana dla Ojca Świętego jeszcze długo przed jego pontyfikatem. Do dziś kiedy śpiewam "Górala" wspominam tę chwilę i głos mi więźnie w gardle. Myślę i jestem pewien, że dostąpiłem zaszczytu odprowadzenie Go do Domu, do Ojca. Marian S.
liczba komentarzy (0)