Jest dokładnie godzina 21.37.
Pięć lat temu nasz papież powierzył swoja duszę Bogu. Siedziałam wtedy również przy komputerze. Już zawsze czas mojego życia będzie dzielił się na przed i po śmierci Jana Pawła II. Kiedy wspominam dzisiaj tamte, jakże bolesne i jakże wspaniałe chwile, pierwszą myślą jaka przychodzi mi do głowy jest to, że żyli jeszcze wtedy moi kochani rodzice. Odejście Papieża przeżywała bardzo zwłaszcza moja mama. Dziś ja przeżywam żałobę po niej i po tacie i kiedy oglądam w TV ostatnie chwile życia JP II to płaczę nad sobą i nad nim chociaż pewnie nie powinnam tego czynić. On cierpiał w pokorze ja buntuje się przeciwko cierpieniu - powiedział "nie lękajcie się" a jednak się lękam. Podziwiałam go i kochałam nie dlatego ,że był jednym z wielkich tego świata i nie przez to, że był papieżem, choć może dla katoliczki powinno być to istotne. Kochałam go za to, że był dobrym człowiekiem i to dla mnie było najważniejsze.
Na pożegnanie
Na pożegnanie daje Ci ciszę
milczenie z bólem
z smutkiem zmieszane
cisze samotną , modlitwę prostą
tak prostą jak słowo amen
Spoczywaj w Bogu Ty,
który Boga głosiłeś wszędzie
skończyłeś swoje doczesne życie
ale w wieczności wciąż z Tobą będzie
miłość tych tłumów, które złowiłeś
jak wielki rybak, jak Piotr opoka
w sercach tak wielu jest Twoje życie
w nas, których serce Twe ciągle kocha
02.04.2005r.
liczba komentarzy (0)