2.04.2005 - spotkanie z przyjaciółmi. Ostatnie w takim gronie. Po tej dacie mieliśmy się w końcu rozstać z M. Niby wszystko normalnie - jednak gdzieś tam w naszej świadomości zawsze była myśl o Papieżu. Przed 22.00 informacja Jan Paweł II nie żyje. Posiedzieliśmy jeszcze chwilę i w wielkim smutku rozstaliśmy się. Następnego dnai zadzwonił M. z pytaniem, czy jedziemy na pogrzeb do Watykanu. Pomimo wielu obaw powiedziałam tak. Bardzo się bałam wielogodzinnej podróży autokarem (mam chorobę lokomocyjną). Ruszylismy. Cały czas byłam na lekach wiec dość dużo spałam. Mieliśmy zepsute radio w autokarze. Jednak co chwila dochodzily do nas sms-owe informacje od rodzin i znajomych w Polsce - nie mozna dojechac do Rzymu. Korki zaczynają się 100 km od granic miasta. Wiele autokarów zawraca z granicy. Pierwsza noc w autokarze. Spałam na podlodze. I tak miałam luksusowe warunki. Wczesnym popołudniem dojechaliśmy do miasteczka w którym mieliśmy nocleg. Po posiłku narada. Co dalej. I zowu informacje że juz nie wpuszczaja pielgrzymów do Rzymu, ze autokary kierują na parkingi pod miastem gdzie rozstawione są ekrany na których transmitowany będzie pogrzeb. Ludzie zaczeli sie łamac czy nie lepiej zostać w hotelu i tu obejrzeć transmisje. Wtedy jedna z Pań (myślę iz około 80 - letnia) powiedziała że nie po to jechała taki kawał aby oglądac telewizje i ze jak trzeba to ona pójdzie dalej na piechotę i będzie szła aż ja gdzieś nie zatrzymają. Ta wypowiedź otrzeźwiła nieco młodzych. W końcu po burzliwej dyskusji ustaliliśmy iz moze warto podjechac na stację kolejową i zapytać się czy pociągi dojeżdzaja do Rzymu. Pan w informacji był bardzo zdziwiony naszym pytaniem. pociągi normalnie kursują. Zamknięta jest tylko stacuja w samym centrum. Postanowiliśmy więc pojechac pociągiem dzień wcześniej, tak aby noc spędzic w Rzymie.
liczba komentarzy (0)