Gdy spoglądam na zdjęcie Jana Pawła II widzę silnego duchem, miłosiernego i nieugiętego człowieka łza kręci mi się w oku, gdy pomyślę, że Go już z nami niema. Czuję pustkę w sercu i na jawie. Brakuje mi jego silnego głosu i uczuć, które do nas kierował, jego nauki i humoru. Straciliśmy najukochańszego i najważniejszego Polaka Karola Wojtyłę. Jest on dla mnie niepodważalnym wzorem do naśladowania, ponieważ pomimo trudnego życia, dążył nieustannie do tego, aby być dobrym, wykształconym, młodym człowiekiem. Stracił mamę gdy miał 9 lat, potem brata, zaczęła się wojna, niedługo potem umarł i jego ojciec, a on nie załamał się, ciężko pracował i pokazał jak pomimo wielkich trudności można zostać kimś. Nie każdy umiałby sobie poradzić w takich sytuacjach. Gdy został papieżem nadal walczył, tylko inaczej. Nękały go choroby, spowodowane prawdopodobnie komplikacjami po zamachu na jego osobę. I tu pojawia się kolejny powód do naśladowania. Wybaczył on człowiekowi, który chciał go zabić. Ukazuje nam to jak wielkim człowiekiem był papież i do jakiego stopnia umiłował wszystkich ludzi. Nie zamykał się na nikogo, nawet na zbrodniarzy. Każdemu dawał szansę stania się lepszym człowiekiem. Nie każdy, powiem, że mało kto postąpiłby podobnie. Nie zważał na swoją chorobę i nieuniknioną starość; chorowało i starzało się tylko jego ciało, a duch pozostawał młody; podróżował do różnych krajów, aby nauczać i głosić dobrą nowinę. Podróże do świata były ważną częścią jego posłannictwa. Trafiał do ludzi w najbardziej odległych zakątkach globu, nauczał, ewangelizował, wskazywał drogę pojednania i kształtował nową lepszą rzeczywistość. Nie dziwiły tłumy ludzi, którzy towarzyszyli mu w pielgrzymowaniu, nie dziwiły tłumy młodzieży z całego świata, którą sobie szczególnie umiłował. Uwierzył w nas młodych jak nikt inny i czuję teraz na sobie obowiązek bycia wartościowym młodym człowiekiem. Pokazał nam co dobre, co złe; jak żyć i miłować bliźnich, nie zważając na pochodzenie i kolor skóry. Zawiązał z nami młodymi szczególna więź i choć nie miałam, niestety okazji się z nim spotkać, to także ją czułam i nadal ją czuje. Był dla mnie i wielu młodych ludzi podporą, wiedzieliśmy, że w nas naprawdę wierzy i ma nadzieję, że przez nas uda mu się odbudować pokój na świecie. Mam nadzieję, że tak się stanie i nie zawiedziemy go. Jan Paweł II wiele setek dni spędził poza swoim domem w Rzymie, przejechał tysiące kilometrów, można powiedzieć, że był Bożym podróżnikiem. Podczas tych wypraw powierzał wiernych Matce Bożej, nawiedzał sanktuaria, dokonywał beatyfikacji, kanonizacji, udzielał sakramentów św. Spotykał się też z przywódcami państw, królami, szefami największych organizacji międzynarodowych, z różnymi duchownymi nie tylko swojego wyznania, nie zapominał też o chorych, starych i najuboższych. Przyjmowany był z najwyższymi honorami w pałacach królewskich, jak i w najuboższych dzielnicach wielkich aglomeracji miejskich Ameryki Łacińskiej, był gościem żyjących w buszu plemion afrykańskich i indiańskich szczepów. Jak widać nie istniały dla niego żadne granice, wszystkich traktował równo. Skutecznie występował w roli mediatora zwaśnionych narodów, burzył podstawy totalitarnych systemów. Przyczynił się również do zmiany ustroju i życia w naszym kraju, dzięki temu mogłam urodzić się już w wolnym i demokratycznym państwie. Ojciec Święty nie bal się najtrudniejszych wyzwań. Podążał tam gdzie mógł spotkać się z niechęcią, a nawet wrogością, gdzie tliły się jeszcze konflikty wojenne, a często zdarzało się, że odwiedzane kraje wstrząsane były wewnętrznymi niepokojami społecznymi. Potrafił skruszyć najtwardsze lody i zjednać sobie nawet potencjalnych wrogów. To chyba największy z fenomenów jego pielgrzymkowego pontyfikatu. Papież był również niezrównanym kaznodzieją. Głosił homilie, albo ich fragmenty w kilkudziesięciu językach , nawet tak trudnych jak litewski czy węgierski, pamiętając o swej misji pasterza, dbał o to aby przemawiać do wiernych w ich ojczystym języku. Gdy języka nie znał to starał się nauczyć choć kilku zdań, aby uzyskać lepszy kontakt ze swoimi uczniami. Nie zapomniał też, że słuchają go miliony i potrafił przemawiać do słuchaczy wywodzących się z różnych środowisk, ludzi prostych i uczonych. Gdy nadchodził kres jego ziemskiego życia cały świat zamarł. Człowiek, który chciał być zawsze jak najbliżej cierpiących, sam cierpiał i uczył nas wszystkich, jak nieść swój krzyż. To była najważniejsza katecheza w jego pontyfikacie. Wiem, że miałam ogromne szczęście żyć w tym samym czasie co papież. Wierze, że on nie umarł tylko udał się w swoją najważniejszą pielgrzymkę, by spotkać się z Bogiem twarzą w twarz i z góry trzymać nad nami pieczę. Jan Paweł II jest dla mnie ogromnym autorytetem, nauczycielem, wzorem do naśladowania, przykładem godnego życia, obrazem miłosiernego ojca, jest najważniejszym człowiekiem i choć go już nigdy nie usłyszę , to w moim sercu pozostanie jego nauka i w przyszłości gdy założę rodzinę na pewno opowiem o nim moim dzieciom.
liczba komentarzy (1)
Jestem prostym człowiekiem który miał szczęście żyć w czasie wyboru nauczania i zamknięcia księgi na placu . Twoje słowa dodają mi otuchy że nauki JPII są i będą niezapomniane .Pozdrawiam Lech.