Dane mi było, umiłowany Ojcze Święty Aż trzy razy spotkać się z Tobą. Widzieć Cię na własne oczy, Choć żal, że nie uścisnąłem Twej dłoni. Nie poznałem uczucia twej bezpośredniości, Bliskości, dotyku Twych mocnych dłoni. Dłoni, która przed śmiercią drżała Z powodu choroby, nękającej Cię od lat. Tobie śpiewałem w Gdyni i Gdańsku, Moc swego śpiewu ofiarowałem Tobie, Kiedy stanąłeś na ołtarzu na Skwerze Kościuszki Oraz na rufie statku na gdańskiej Zaspie. Jakie to były piękne chwile, Gdy prze naszymi oczyma Falował milion wiernych, Machając różnobarwnymi chustami. Ostanie moje spotkanie z Tobą było na Placu św. Piotra w Rzymie. Jechałeś swoim Papa mobile blisko, Może na dobrze wyciągniętą dłoń. Błogosławiłeś wszystkich i mnie także. Łzy cisnęły się do oczu na Twój widok, Chyba ze szczęścia, że tu w Rzymie, Mogę oglądać Cię z bliska. Nie wiedziałem, że to ostatni już raz. Nikt nie wie, kiedy Pan zabiera nas z tego świata. Mnie chyba pozostało jeszcze trochę życia. Ty już tam odpoczywasz po skończonym ziemskim biegu, Już bez rozwiązywania ludzkich trosk i kłopotów. Zbigniew
liczba komentarzy (0)