20 LAT TEMU …we wspomnieniach PRZEDTEM … Kiedy w 1985 roku przyjechałam do Tarnowa miejsce obecnego kościoła było rozgrzebanym głęboko placem budowy, do którego trudno było się dostać i trudno było trafić wśród pól, ugorów i zagajników. Dojazd do tego miejsca prowadził polną, trochę podsypaną żwirem, drogą, która jest obecnie ulicą Marii Dąbrowskiej. Natomiast od os. Westerplatte nie było nawet polnych ścieżek, bo w poprzek dojścia leżał parów z wątłym strumyczkiem, zarośnięty gęsto drzewami i chaszczami. Zaczynała się już wtedy budowa os. Zielonego, które także nie miało przyzwoitego dojazdu ani dojścia, a tylko drogi prowadzące do budowy. PRZYGOTOWANIA … Na przełomie lata i jesieni 1996 roku została oficjalnie potwierdzona wiadomość, że do Tarnowa w kolejnej pielgrzymce przyjedzie Ojciec Święty na spotkanie z rolnikami z całej Polski, aby beatyfikować córę polskiego ludu Karolinę Kózkę z Wał Rudy – podtarnowskiej wsi. Wiadomość spowodowała spore poruszenie w środowisku tarnowskich „władz”. Powołano wielkie komisje kościelne, miejskie i partyjne, które pracowały razem i osobno, ustalając potrzeby, zakresy robót, priorytety, koszty, kompetencje … itp. Prowadzono równocześnie prace drogowe, przygotowanie miasta na przyjęcie ogromnej rzeszy pielgrzymów, ustalano trasy przejść i przejazdów pątników, miejsca parkowania … przygotowywano lądowisko, trasy przejazdu papamobilu, uładzano otoczenie tarnowskiej Kurii, gdzie Ojciec Święty miał nocować … Ale najwięcej pracy czekało tutaj, gdzie obecnie stoi wyniosły kościół pod wezwaniem Bł. Karoliny. Wtedy to był wielki, rozkopany teren, z szopami placu budowy, zasłany materiałami budowlanymi, błotnisty i rozjeżdżony. Z szerokiego wykopu na wysokość kilku metrów wystawały surowe mury dolnego kościoła przekryte stropem, jeszcze niezupełnie zaizolowane przed wilgocią. Czasu było około 10 miesięcy – pracy: nieprzebrana ilość. Trzeba było zaizolować ściany, zasypać wykopy, obłożyć kamieniem całą zewnętrzną powierzchnię ścian. Na stropie trzeba było wybudować kilkumetrową konstrukcje podestów ołtarza Papieskiego i wysoką ścianę na której miał być umieszczony ogromny obraz Błogosławionej. Do poziomu podestów ołtarza Papieskiego trzeba było wykonać dodatkowe schody umożliwiające dojście do ołtarza od północy. Teren wokół trzeba było uporządkować, choć trochę utwardzić, wyburzyć szopy i magazyny, wytyczyć drogi, dojścia i dojazdy, wyznaczyć i ogrodzić sektory, zabezpieczyć dostęp dla służb publicznych, zorganizować punkty medyczne i sanitariaty. Dodatkowym utrudnieniem było, że wszystkie te prace, na każdym etapie podlegały kontroli i zmianom narzucanym przez służbę bezpieczeństwa, niekoniecznie ułatwiającą pracę i porozumienie … Trzeba było także wybudować kilka mostków nad potokiem Zimnej Wody i nad jarem od strony zachodniej, aby otworzyć dostęp do terenów Uroczystości dla pielgrzymów. W pierwszej wersji papamobil miał przejechać pętlą dróg pomiędzy sektorami, aby nawet pielgrzymi pod lasem Lipie mogli Go bliżej zobaczyć. Ale dwie wielkie ulewy – jedna trzy dni przed Uroczystością, a druga w noc poprzedzającą przyjazd Papieża, uniemożliwiły przejazd papamobilu. Trudno teraz wyliczyć wszystkie konieczne prace i przygotowania, które zajęły te 10 miesięcy – ale ten trud, w którym brało udział wiele tysięcy ludzi, był bardzo radosny – bo przecież wszyscy robiliśmy to dla naszego ukochanego Ojca Świętego, naszego najwspanialszego Gościa. Wiele prac wykonywanych było w obrębie murów kościoła – budowano konstrukcje podium i schodów, wznoszono ołtarz z obrazem Karoliny, urządzano i upiększano całe otoczenie Papieskiego tronu. Pod konstrukcją podium ołtarzowego pieczołowicie przygotowano pokój, w który Ojciec Święty miał się przebrać do Uroczystości, a później mógł choćby chwilę odpocząć. Reszta uczestników koncelebry miała się przebierać w przestrzeni nawy głównej dolnego kościoła, nazwanej Wieczernikiem. A głównym organizatorem wszystkich prac i przygotowań tej Uroczystości Beatyfikacyjnej naszej obecnej Patronki był nieoceniony i niezastąpiony ks. prałat Stefan Dobrzański, wieki budowniczy tego kościoła. WIELKI DZIEŃ … Wszystkie przygotowania zostały zakończone dwa dni przed Uroczystością. W przeddzień Uroczystości Beatyfikacji od popołudnia i przez całą noc na plac Uroczystości płynęły ze wszystkich stron tłumy pielgrzymów. We wszystkich domach i mieszkaniach położonych bliżej miejsca beatyfikacji nocowało mnóstwo gości, którzy przyjechali na spotkanie z Papieżem. Całą noc słychać było śpiew, kroki i rozmowy ludzi podążających na plac wokół ołtarza. Wczesnym rankiem trzeba było wstać i dojść do swoich miejsc na placu. Jak wielki był przepływ pielgrzymów niech uzmysłowi fakt, że droga, którą normalnie przechodzę w 12 minut – wtedy zabrała nam godzinę. Ale to wszystko – co wymagało cierpliwości i wysiłku było tylko drobiazgiem, wobec spotkania z oczekiwanym Gościem. Wokół placu Uroczystości zgromadziły się nieprzebrane tłumy, otaczając ołtarz od zabudowań od strony miasta, od parowu po stronie zachodniej – daleko aż pod las Lipie i zabudowania Woli Rzędzińskiej. Dziś wiemy, że było nas tam wtedy ponad 2 miliony. Po nocnej ulewie okazało się, że nie ma możliwości przejazdu papamobilu przez przygotowane drogi wewnątrz sektorów, bo drogi zupełnie rozmokły. Pielgrzymi, stojący gdzieniegdzie po kostki w błocie, przyjęli tę wiadomość z rezygnacją. Ponad nieprzebranym tłumem oczekującym na przyjazd Ojca Świętego unosił się gwar głosów jak poszum morskiej fali, tak, że trudno było zrozumieć komunikaty podawane przez głośniki. Zastanawiałam się, ile zdołam zrozumieć z przebiegu nabożeństwa. Wszyscy czekali na rozpoczęcie Mszy św. Nagle – nieoczekiwanie i bez zapowiedzi – na podium ołtarzowym, przy ambonce pojawił się Ojciec Święty – z daleka widoczny jako maleńka biało – złota postać. Wyszedł do nas „aby się napatrzeć”, aby się przywitać, porozmawiać jakby „poza protokołem”. I wtedy nad tą ogromną przestrzenią, nad tym nieprzeliczonym tłumem zapadła taka cisza, że nie tylko było słychać każde słowo Papieża, ale także można było usłyszeć śpiew ptaków. Rozpoczęła się Msza św. Popłynęły słowa liturgii, śpiew zgromadzonych, formuła beatyfikacyjna, homilia Ojca Świętego – jak zawsze tak bardzo osobista, że każdy z uczestników słuchał jej, jakby była skierowana tylko do niego … dary ofiarne, Przeistoczenie, Komunia św. … wielka wspólnotowa modlitwa pod przewodnictwem Piotra naszych czasów. Pamiętam do dziś wielkie skupienie i przemodlenie tego ogromnego tłumu … i nagłe uświadomienie sobie, że ci ludzie, rolnicy z całej Polski, często protekcjonalnie traktowani przez innych – są solą tej ziemi, że są bliżej Boga w swoim trudzie i modlitwie, bo na co dzień są bliżej Jego stworzenia, natury, ziemi – i w jakiś sposób im tego pozazdrościłam – tej prostoty i bliskości Stworzyciela. Potem było zakończenie Mszy św. Słowa podziękowania i pożegnania, Ojciec Święty odszedł od ołtarza … wsiadał do papamobilu … Przestaliśmy tak kilka godzin, zasłuchani i uważni na każde słowo Ojca Świętego, zapatrzeni w jego Postać … chłonący te chwile całym sobą – aż papieski samochód zniknął nam z oczu … i już przeżycie zamieniało się we wspomnienie, w skarb świadomości osobistego uczestnictwa w czymś wielkim, niepowtarzalnym…. i wdzięczności za Osobę i Obecność Ojca Świętego wśród nas, i dziękczynienie Bogu za każdą z tych chwil … Dzisiaj – po dwudziestu latach, tamte chwile są wciąż żywe w moim sercu, są światłem i radością, a równocześnie są moim uczestnictwem w historii tej ziemi i mojego narodu. MG
liczba komentarzy (1)
Pojechaliśmy na czas rano z tatą, babcią i bratem bliźniakiem spod Kościoła parafialnego niedaleko od Tarnowa autobusem wypełnionym do granic wytrzymałości. Było to pierwsze moje osobiste spotkanie z Ojcem Świętym. Pamiętam te nieprzebrane tłumy, radość Jana Pawła ze spotkania z rolnikami. Pamiętam ten wielki obraz błogosławionej Karoliny; a na końcu mszy świętej Ojciec Święty ogłosił naszego biskupa Jerzego Ablewicza - Arcybiskupem Tarnowskim, który kiedyś był Jego serdecznym sąsiadem jako biskup sąsiedniej diecezji. /Tak pięknie ujął to papież w Pamięć i Tożsamość ...i pamiętam jeszcze, że do domu pod wieczór odwiózł nas dobry znajomy taty - syrenką kość słoniowa ;)